Jachtserwis.pl - Portal Żeglarski - Rejsy https://dpmptsp.pareparekota.go.id/sdemo/
Rejsy

Rejsy

 swell2

Gdy była nastolatką, chciała zostać kapitanem własnej łódki. Żeglarskie marzenia nie rozpłynęły się z biegiem lat, a powodów, by porzucić dotychczasowe życie znalazło się więcej. Liz Clark żegluje po Pacyfiku i żyje bez ograniczeń. Pochodzi z Kalifornii, gdzie do 2006 roku pracowała jako barmanka. W wieku 24 lat porzuciła pracę i dotychczasowe życie, by żeglować po Pacyfiku. Przepłynęła do tej pory ponad 22 tysiące mil. Wzrost populacji i zanieczyszczeń w miastach sprawił, że pomysł życia na morzu bez żadnych barier stał się mottem przewodnim dla Liz a „Życie na żaglówce to mniejszy niekorzystny wpływ na naszą planetę (...) poza tym marzyło jej się by zostać pewnego dnia kapitanem własnej łódki”

Po trzech dniach rejsu z Górek zachodnich z powodu kolizji z inną jednostką Bartek Musi wrócić do Świnoujścia by wymienić uszkodzony podczas kolizji maszt. Równocześnie z meldunkiem o wypadku rozpoczął pracę zespół brzegowy. Nowy profil masztu jest już na miejscu. Teraz trwa przezbrojenie masztu i naprawa jachtu. Bartek nie zamierza zrezygnować. Zapewne teraz rejs non stop rozpocznie się w Świnoujściu, ale na ostateczne decyzje Bartka musimy jeszcze poczekać.\

BCzarcinski

Informacje z pierwszej ręki

BCW środę 8 czerwca „Perła” bezpiecznie dopłynęła do Falsterbo Canal. Po dobie bez snu i dość mocnych emocjach nie chciałem ryzykować żeglugi bez przerwy do Świnoujścia. Ale już płyniemy dalej po nowy masz. No tak, ale po co ten maszt? Popełniłem duży błąd, który i tak bardzo łagodnie mnie i „Perłę” potraktował. Ci co śledzą przelot od Gdańska widzieli pewnie, że idzie nam bardzo sprawnie. Po trzech dobach witaliśmy się z Kattegatem. Już myślałem, że przede mną tylko Północne i spokój Atlantyku. Po minięciu Helsingoru, po dwóch najciaśniejszych miejscach Sundu, byłem naprawdę szczęśliwy, że tak ładnie przeskoczyliśmy. Emocje związane z ruchem statków opadły. Generalnie ruch na Bałtyku jest wyraźnie mniejszy niż 3, 4 lata wcześniej. Bylem też trochę zmęczony, bo Sund nie dawał możliwości spania w ciągu dnia. Za Helsingorem ciągnie się jeszcze trasa statków i żeby nie wpakować się na sieci rybackie pod brzegiem, postanowiłem popłynąć wzdłuż tej trasy, oczywiście na zewnątrz. O 12.00 przy pięknej pogodzie postanowiłem zdrzemnąć się 15 minut. Jak się obudziłem po 10 minutach słyszałem już silnik statku. Wybiegłem na pokład, a tu ściana do nieba. „Perła” trzymała się jakieś 2, 3 metry od burty statku, a ja dostawałem w oczy halogenem z pokładu. Statek osłonił mnie od wiatru. Usłyszałem, że wołają mnie przez radio. Zapytali czy coś mi się stało i czy nie potrzebuję pomocy. Okazało się, że gdy spałem wiatr zmienił kierunek o 180 stopni i nie zdążyłem tego zauważyć, bo samoster poszedł za wiatrem i wjechał w tor centralnie taranując kolosa w burtę. Na szczęście w burtę! Bukszpryt się wygiął i odepchnął Perłę od statku, co uratowało sytuację. jedynie top masztu zahaczył o burtę statku i wygiął się w literę S, ale podwięzia nawet nie drgnęły. Jednym słowem to jest naprawdę mocna łódka! Po oględzinach powiedziałem, że nic mi nie jest i dam sobie rade. Nie zapytałem czy u nich wszystko w porządku, za co przepraszam, i popłynąłem dalej. Bardzo dziękuję kapitanowi statku, że się zatrzymał i czekał na moją decyzję. Plan miałem taki, że odcinam bukszpryt i jadę dalej, ale później zauważyłem że maszt jest wygięty powyżej bomu. Płynę do Świnoujścia i dam znać jak idzie naprawa. Maszt już jedzie. Bardzo dziękuję za wszystkie słowa otuchy. Popełniłem duży błąd, ale jak w życiu zdarza się, a że żyję i mam się dobrze – wyciągam wnioski i jadę dalej. Pozdrawiam z pokładu szczęśliwego jachtu „Perła”.

P.S. Marian (samoster) tak się tym wszystkim zdenerwował, że wczoraj cały dzień musiałem sterować sam! Dzisiaj już mu przeszło.”

Pierwszy artykuł o Brtku napisaliśmy 25 marca 2013 , przypominamy.

BartekCzarcinski1

Nasz bohater to niespełna 29-letni żeglarz, po pięciu latach przygotowań zamierza w końcu wyruszy w samotny rejs dookoła świata bez zawijania do portów, trasą z Polski do Polski. Start wstępnie zaplanował na sobotę 4 czerwca. Będzie żeglował rok. Od 36 lat, czyli od pamiętnego rejsu kapitana Henryka Jaskuły z Gdyni do Gdyni, żaden żeglarz nie podjął takiego wyzwania. Zamierzam wrócić cały i zdrowy, więc nie usłyszałem od najbliższych „nie płyń” – mówi Bartek Czarciński

Nikt wtedy nie wiedział, jak się organizuje samotny rejs dookoła świata dla kobiety - mówiła w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, pierwsza kobieta, która opłynęła samotnie jachtem Ziemię. Właśnie mija 40 lat, odkąd żeglarka zamknęła pętlę rejsu w pobliżu wysp Zielonego Przylądka

K ch 1

Wywiad z archiwum "Rzeczpospolitej", przeprowadzony w kwietniu 1998 roku Po samotnym opłynięciu jachtem Ziemi znalazła się pani w Księdze rekordów Guinnessa. Ilekroć jednak mam okazję, przebywając za granicą, opowiadać o polskich dokonaniach eksploracyjnych, kiedy mówię o pani wyczynie, moi rozmówcy są zdumieni i przekonani, że pierwszą kobietą, która samotnie opłynęła świat, była Francuzka lub Brytyjka.

KRYSTYNA CHOJNOWSKA -LISKIEWICZ: Rzeczywiście w pewnym momencie doszło do czegoś w rodzaju wyścigu między trzema kobietami, tyle że każda z nas płynęła inną trasą, a ja do tego posuwałam się w przeciwnym kierunku niż one.Czy rywalki miały większy dostęp do środków przekazu i dlatego lepiej je zapamiętano?Tak. Angielka miała wręcz agenta, który zajmował się jej promocją i przedstawiał ją jako kobietę sukcesu. Książkę, którą napisała, przetłumaczono, prawdopodobnie od razu w Wielkiej Brytanii, chyba na osiem języków. U nas też była wydana. Do wyścigu doszło dopiero wtedy, kiedy ogłoszono, że zachorowałam na trasie, w Australii. A zaniemogłam dość spektakularnie. Zabrano mnie z lądowiska misji aborygeńskiej samolotem do szpitala, co jest zresztą na tamtym kontynencie normalne. Do najbliższej kliniki leciałam 600 km. Australijskie powietrzne pogotowie ratunkowe było wówczas organizacją społeczną, nie dotowaną przez państwo, więc jak nadarzyła im się gratka wiezienia już nieco znanej osoby, to dla własnych celów nagłośnili ten fakt we wszystkich tamtejszych mediach i depeszach agencyjnych.

   Załodze jachtu "Polonus", po wielu tygodniach spędzonych na Antarktydzie, udało się zwodować jednostkę 14 stycznia 2016 o godzinie 4 nad ranem czasu polskiego. W akcji uczestniczył chilijski Okręt Marynarki Wojennej ATF.

 

 Akcja zajęła żeglarzom ponad dwa miesiące. Trwało to tyle przede wszystkim z powodu trudnych warunków pogodowych oraz problemów technicznych. Najważniejsze, że w końcu udało się ściągnąć jacht na wodę - tak skomentował podsumowując jeden z członków załogi "Polonusa". Noc spędzili na kotwicy.a teraz czeka ich kolejny etap ciężkiej pracy, czyli przygotowanie jachtu, zatankowanie wody i spakowanie reszty wyposażenia. Aktualne plany to dopłynięcie do Ameryki Południowej gdzie jacht przejdzie dodatkowy przegląd przed dalsza podróżą.

Redakcja jachtserwis.pl gratuluje załodze ratunkowej za jej trud i determinacje.

Copyright © 2012-2024. All Rights Reserved.



-->